Żeglarstwo regatowe

Czym to się je?

Żeglarstwo regatowe to chyba najbardziej sportowy odłam żeglarstwa. Regaty bowiem to nic innego niż wyścigi jachtów. Każda dziedzina sportu sprowadza się w końcu do rywalizacji. Tak też jest w przypadku żeglarstwa.

Różne oblicza

Rodzajów regat jest bardzo dużo. Zupełnie inaczej wyglądają regaty morskie, inaczej śródlądowe, inaczej zawodowe a jeszcze inaczej amatorskie. Wspólną cechą niemal  wszystkich odmian jest podział na klasy łódek. Wiadomo bowiem, że śródlądowa sasanka nie stanie w szranki z Darem Młodzieży. W tym miejscu chciałbym wymienić kilka przykładowych rodzajów regat

Tall Ships Race

Są to jedne z najbardziej majestatycznych regat ponieważ biorą w nich udział największe żaglowce świata. Cała impreza trwa kilka dni, połączona jest ze zlotem ogromnych żaglowców i zakończona ich regatami. Ciekawostką jest fakt, że niejednokrotnie już The Tall Ships Race miał swój punkt zlotu a równocześnie start i metę w Polsce. Gdynia i Szczecin kilkukrotnie gościły takie kolosy jak Kruzensztern, Siedow, Mir i wiele innych. Oczywiście w zlocie i regatach biorą udział nasze wspaniałe żaglowce, jak na przykład Dar Młodzieży, Pogoria, Generał Zaruski i wiele, wiele innych. Statki na start i metę odprowadzane są zazwyczaj w asyście mnóstwa mniejszych jachtów. W porcie żaglowce noszą galę flagową, demonstrują ceremoniał morski zależny od swojego kraju, pokazują kunszt manewrów portowych oraz prac przy żaglach. Widowisko jest niesamowite! Jeśli tylko będziecie mieli okazję to bardzo mocno zachęcam i polecam!

Przy okazji podzielę się pewnym wspomnieniem.

Swego czasu pracując jako instruktor żeglarstwa w HCEE Funka (okolice Bydgoszczy) wraz ze znajomymi stwierdziliśmy, że pewnej okazji nie możemy przegapić. Chodziło o to, że w czasie jednego z kursów w Gdyni wypadał właśnie zlot Tall Ships! Chyba by mnie skręciło gdybym będąc tak blisko nie skorzystał z okazji! Udało mi się na szczęście namówić kierownictwo obozu na wyjazd, choć nie „za darmo”. Warunkiem bowiem było, że zabierzemy ze sobą kursanta w nagrodę za dobre wyniki podczas szkolenia. Warunek okazał się bardzo fajnym pomysłem, ponieważ wszyscy bawiliśmy się świetnie bez najmniejszego kłopotu. Do Gdyni dojechaliśmy bladym świtem więc zanim ruszyliśmy na Skwer Kościuszki postanowiliśmy się choć trochę zdrzemnąć w samochodzie. Podniecenie i niecierpliwość nie pozwoliły nam jednak zmrużyć oka więc ruszyliśmy na Skwer. Zastaliśmy tam już mnóstwo wspaniałych żaglowców. Wszystkie odświętne, lśniące, „ubrane” w galę flagową. Wrażenie niesamowite. Przeszliśmy po nabrzeżu podziwiając same statki oraz popisy załóg. Mniej więcej około południa chyba zaczęły ruszać statki na redę – czyli odcumowywać i wypływać z portu. Same manewry portowe robiły wrażenie a fakt, że stojący przed samą główką portu Dar Pomorza żegnał wypływające statki rogiem mgłowym (sygnał dźwiękowy) powodował, że serce rosło a przeżycie stawało się niezapomniane. Okazało się jednak, że to wszystko było tylko przedsmakiem prawdziwego historycznego Polskiego Żeglarstwa Morskiego wydarzeniem. Otóż wyobraźcie sobie, że na samym końcu korowodu żaglowców do Daru Pomorza (statek jest już muzealny. Nie pływa. Nie ma nawet sprawnego silnika. Stoi jako legenda, pomnik i muzeum) podpłynęły dwa holowniki. Przerzucono cumy na Dar i ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu (nie znaliśmy programu zlotu) Dar Pomorza odcumował i ruszył na wodę! Holowniki wyprowadziły Dar na redę. Przed nimi płyną statek pożarniczy rzucający fontanny wody dookoła. A Dar majestatycznie pracując na niewielkiej fali płynął niemalże samodzielnie! Widziałem, że w swoim zachwycie nie byłem osamotniony, niejednemu w okolicy zakręciła się łza w oku. Wydaje mi się, że mało kto spodziewał się jeszcze ujrzeć Dar Pomorza za główkami portu, a tu proszę! I to w otoczeniu największych żaglowców świata! Takiego honoru doczekał się nasz Dar Pomorza. Wróciliśmy do Funki niemal natchnieni tym wydarzeniem. Wspominamy je do tej pory, a ja postanowiłem temat odkopać na łamach tego artykułu żeby przedłużyć pamięć o tym wspaniałym żaglowcu jakim jest Dar Pomorza

J Class

Są to regaty klasycznych pięknych żaglowców. Jachty z tej klasy nie są nowatorskie technologicznie a przynajmniej ich twórcy starają się tego nie uzewnętrzniać. J Class ma nawiązywać do tradycyjnej linii kadłuba. Najczęściej są to jednostki typu slup, kecz bądź jol. Jachty J Class prezentują się zjawiskowo – mają bardzo długą, smukłą linię kadłuba (zarówno część nawodną jak i podwodną), wysokie maszty i ogromne powierzchnie ożaglowania (jak na jachty takich typów). Jeśli załogi postawią dodatkowo spinaker to efekt wręcz zniewala! Zachęcam do pogrzebanie po internecie choćby za zdjęciami czy filmikami na temat J Class. Według mnie regaty  w tej klasie są najpiękniejszym widowiskiem żeglarskim.

Regaty „nowożytne”

Określam tak regaty typu „Volvo Ocean Race”, „Sydney – Hobbart”, „Vende Globe” itp. Chodzi tu o regaty, w których tak naprawdę główny wyścig toczy… technologia. Rozwój technologiczny żeglarstwa postępuje bardzo szybko, a według niektórych nawet za szybko. Dlaczego? A dla tego, że zaczyna się pojawiać problem, czy to wciąż żeglarstwo czy może np lotnictwo? Albo regaty wodolotów żaglowych? Nowoczesne jednostki poza wykorzystywaniem kosmicznych technologii żaglowych, wielokadłubowych rozwiązań czy nowatorskich kształtów pokładu coraz częściej pływają nie wypornościowo, nie nawet ślizgowo ale unoszą kadłuby nad wodą na specjalnych skrzydłach wodnych pełniących rolę mieczy i stateczników właśnie. Oczywiście nie wszystkie jachty wystawiane w wymienionych imprezach „latają” na skrzydłach. Rozwijają się również jachty monokadłubowe, które pływają w „cywilizowany” sposób ślizgiem. Osobiście jestem w grupie ludzi, którzy nowatorski rozwiązania typu skrzydła, żagle sferyczne itp. traktują jako ciekawe nowinki techniczne, jednak zdecydowanie wolą klasyczny sposób żeglowania

Regaty śródlądowe

Ten typ regat również ma swoje klasy. Trzy z nich można określić jako główne – klasa sportowa, turystyczna i otwarta.  W zależności od skali imprezy każda z klas może być rozbijana na bardziej szczegółowe klasy. Chodzi o wyrównanie rachunków, gdyż np. klasyczny laser, choć szybki nijak się ma do np. moth (latające na skrzydłach pływadło – odsyłam do internetów). W klasie turystycznej zazwyczaj jest najwięcej uczestników, gdyż w regatach chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. Klasa turystyczna właśnie na to pozwala, gdyż startują w niej łódki czarterowe, własne zakwalifikowane do konkretnej klasy itp. Ciekawą klasą jest „open”, czyli klasa otwarta. Mieszczą się w niej wszystkie niesklasyfikowane wynalazki. Czyli samoróbki, „wiecznie młode”, konstrukcje dziwne itp. Ale nie tylko one. W tej klasie bowiem mieszczą się również łódki, które pomimo, że regatowe i pełnowymiarowe – przechodzą do lamusa. Taką pomału zapominaną jednostką jest Omega. Łódka, na której ja stawiałem „pierwsze kroki” żeglarskie. Niegdyś niesamowicie popularna, o czym świadczy fakt, że istniała osobna klasa regatowa „omega”, w której startowały tylko omegi. Dziś niestety omega spadła do klasy „open” ponieważ jest już ich na tyle mało. A szkoda, bo to świetna konstrukcja była.

Skoro już dziś mnie na wspominki wzięło

to opowiem o tym, jak dawno, dawno temu startowałem w regatach właśnie na Omedze. Zaznaczę od razu, że wraz z załogą zajęliśmy 2 miejsce w Pucharze Radia Bieszczady na Solinie! Jacht przygotowany został gruntownie. Wywaliliśmy co się dało (włącznie z cumami, kotwicą, pagajami, itp.), a zostawiliśmy tylko absolutnie niezbędne do żeglugi rzeczy. Ponaciągaliśmy takielunek, posprawdzaliśmy wszelkie bloczki, kabestany itp. W końcu idąc za zasłyszaną gdzieś radą, jako dno jachtu powinno się nasmarować jajkami (serio – ja nie wiem skąd nam się to wzięło) postanowiliśmy i ten zabieg przeprowadzić. Brakowało nam jedynie… jajek. Ale taki szczegół oczywiście nie mógł nas powstrzymać więc jajka zamieniliśmy na…. olejek do opalania! Wyobraźcie sobie jak się wokół naszej omegi pieniło! Dosłownie Omka toczyła pianę z kadłuba jak koń po westernie z pyska! No ale opłaciło się – drugie miejsce to przecież nie byle co! No może gdyby nie drobny szczegół. W regatach startowało omeg… tak, dwie. Ale żeby nikt nie miał wątpliwości, oczywiście walczyliśmy dzielnie. W pierwszym biegu trzymaliśmy się blisko przeciwników a czasem nawet osiągaliśmy prowadzenie. Kto wie czy nie udało by nam się nawet wygrać drugiego biegu gdybyśmy…. w nim wystartowali. Kalkulacja była prosta – na kuchence dochodziło nam jakieś jedzenie, a drugi bieg miał się zaraz zacząć. Hmmm, przecież drugie miejsce i tak mamy w kieszeni, a na głodnego to żadna frajda pływać. Zatem wybraliśmy gorące jedzonko, a z regat przywieźliśmy dumny flakonik na kwiatki za zajęcie drugiego miejsca. Ciekaw jestem, czy załoga pamiętnych regat o Puchar Radia Bieszczady przeczyta ten artykuł. Jeśli tak, to ujawniajcie się! Ja tu nie chcę z nazwiska wymieniać:) ✉️ Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera. 🎥 Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie. ☕ Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Katarzyna pisze:

    O Boziu! Ja z Łukaszem to się popłakałam jak to czytałam:D oczywiście że pamiętam! Moje pierwsze i chyba jedyne regaty. A potem impreza z pozostałymi załogami… Niezapomniane przeżycia! Co prawda mogliśmy wystartować w drugim biegu bo jedzenie było ochydne 😉
    Czekam jeszcze na historię w której objasnisz kiedy używasz najczęściej sformułowania „Lytości” z lwowskim akcentem zieleni tej skąd wziął się twój słynny przydomek HOSSe tudzież Hiszpan 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *