Żeglarstwo morskie zimnowodne

Czyli co?

Charakterystyczną cechą zimnowodnego żeglarstwa jest akwen – zimna woda 🙂 Mam tu na myśli takie akweny jak Morze Bałtyckie, Północne, Norweskie, itp. Latem temperatury w tych regionach nie są nawet zbliżone do np. Adriatyckich. Nie chodzi jednak tylko o niską temperaturę. Na wodach zimnych najczęściej wieje. I to znacznie silniej niż na wodach ciepłych (o nich pisałem tutaj). Nie znajdziemy tu analogii do śródlądowej „kultury” wiatrowej, gdzie wiatr rozwiewa się rano a gaśnie pod wieczór. Tutaj wieje zazwyczaj non stop. Wielką rzadkością jest np. flauta na Północnym. Infrastruktura portowo – marinowa jest tu zazwyczaj bardziej uboga niż w przypadku ciepłowodnych akwenów.

Zimne akweny są znacznie mniej popularne niż ciepłe

Trudno się dziwić, że wody zimne cieszą się znacznie mniejszym zainteresowaniem wśród turystycznych żeglarzy niż ciepłe. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na temperaturę. Zdecydowana większość uważa, że po co ma moknąć i marznąć na Bałtyku, skoro może się plażować na pokładzie zwiedzając równocześnie Cieśninę Gibraltarską czy kąpiąc się w Adriatyku. Po co pływać po portach, w których nic nie ma? Po co „orać” Morze, skoro można „wakacjować” się zażywając „portingu”? Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że baza czarterowa np. na naszym wybrzeżu Bałtyku oferuje raczej starsze, mniej „wypasione” jednostki, bez kostkarek do lodu i podświetlenia ledowego. Dodajmy do tego jeszcze chorobę morską, no i mamy obraz jak z horroru. I za coś takiego mamy płacić? Po co?!

No właśnie, po co nam żeglowanie po zimnych wodach?

A no po to, żeby poczuć czym jest prawdziwe żeglarstwo. Plażing uprawiać możemy równie dobrze na śródlądziu, ale tam nie dowiemy się czym jest fala, sztorm, system wachtowy, itp. Powiem trochę przewrotnie: Właśnie zimno, zmęczenie, niewyspanie i wizja choroby morskiej zachęcają…  żeby tego spróbować i przeżyć to wszystko! Wspomnienia z rejsów zimnowodnych są zupełnie inne niż z tych po wodach ciepłych – na zdjęciach nie mamy tyle zabytków, uliczek, skwerów portowych, itp. Tutaj przeważają zdjęcia pięknych zachodów i wschodów słońca, które to wstaje bezpośrednio nad widnokręgiem bo dookoła mamy jedynie wodę i nic więcej, zdjęcia fal, przechyłów, żagli itp. Po zimnych wodach żegluje się dla żeglowania, a nie dla zwiedzania. Tutaj pływamy żeby wypływać godziny stażowe na wyższe stopnie żeglarskie, zmierzyć się z własnymi słabościami, z sennością itd. To naprawdę świetna okazja żeby poznać siebie samego. Ale nie tylko – kpt. Henryk Jaskuła w jednej ze swoich książek pisał „chcesz kogoś dobrze poznać – weź go na długi rejs”. To absolutna prawda – ludzie na Morzu po pewnym czasie zapominają o konwenansach, lądowych problemach i obnażają swój prawdziwy charakter. Najczęściej okazują się wtedy wyluzowanymi, świetnymi kompanami na jachcie ponieważ jakoś tak to już jest, że na wodę ciągnie przeważnie ludzi pogodnych i otwartych ale najczęściej o mocnych charakterach.

Oranie Bałtyku

Po chłodnych wodach pływa się zazwyczaj więcej. Przeloty są dłuższe, mniej jest zawijania do portu, itp. Złośliwi zwolennicy ciepłych wód twierdzą, że Bałtyk się ora a nie po nim żegluje. Chodzi o to, że np. w basenie Bałtyku właśnie, żeby dopłynąć do jakichś ciekawych miejsc z Polski – choćby do Kopenhagi czy Kalmaru z Gdańska – najczęściej trzeba liczyć minimum dobowy przelot. Można po drodze np. zahaczyć o Bornholm, ale nie zawsze jest czas i warunki. Stąd też biorąc pod uwagę np. 7 dniowy rejs, w trakcie którego musimy dopłynąć tam i wrócić, okazuje się, że znacznie więcej czasu spędzamy w drodze niż na staniu w porcie. Tak też najczęściej wyglądają statystyki – w ciągu 6 dniowego rejsu (1 dzień przeważnie odpada na sztauowanie [zabezpieczanie prowiantu i wszelkich innych rzeczy pod pokładem przed falą i przechyłami]) pływania wychodzi np. 110 godzin a stania w portach tylko 50. Najczęściej są to statystyki odwrotnie proporcjonalne do pływania po akwenach ciepłych, gdzie znacznie więcej czasu stoimy w portach niż pływamy (choć nie zawsze – wszystko zależy od preferencji załogi)

Sztormy

Silne wiatry i sztormowe pogody są czymś, z czym musimy się liczyć wypływając na wody zimne. I dobrze! O to właśnie chodzi żeby zobaczyć jak to jest refować żagle o 0300 nad ranem w deszczu, jak to jest pójść na dziób do zmiany foka na kliwra sztormowego podczas bajdewindowej fali, gdzie jacht wypływa jak na pierwsze piętro i spada do piwnicy, a my na tym dziobie lecąc w dół czujemy stan nieważkości, zalewani dodatkowo kubikami wody rozbryzgiwanej przez dziób. Są to niepowtarzalne wrażenia, których – parafrazując klasyka – na Adriatyku nie wysiedzicie! Sztorm to coś normalnego. Jachty przygotowane do żeglugi na akwenach zimnych radzą sobie ze sztormami bez najmniejszego problemu, jeśli tylko kapitan odpowiednio się do tego przygotuje – tj. zarefuje bądź zmieni żagle na odpowiednie.  Znów zacytuję kpt. Henryka Jaskułę: Morze nie jest złe. Morze jest dobre, tylko nie wybacza partactwa.

Wachty i nocne przeloty

Jak to jest z tymi nocnymi wachtami? Żeby odpowiedzieć na to pytanie muszę rozróżnić charakter rejsów po wodach zimnych i ciepłych pod względem organizacji funkcji załogi. Na ciepłych wodach jest tak, że klienci kupują sobie rejs jachtem, który zawiera dodatkowo skippera (sternika). Skipper ma poprowadzić jacht tak, żeby w miarę możliwości dowieźć ludzi do wszystkich planowanych portów. Skipper może oczywiście polegać na pomocy ze strony załogi, ale na zasadzie ochotników do pracy. Na wodach zimnych jest zdecydowanie inaczej. Tam jest kapitan, który ma pod sobą oficerów, którzy z kolei mają swoich załogantów. Kapitan podejmuje decyzje i wydaje komendy, oficerowie organizują pracę swoich załogantów tak, żeby komenda została jak najsprawniej wykonana. 1 oficer = 1 wachta. Najczęściej wachty są trzy. Zatem mamy pierwszego, drugiego i trzeciego oficera. Jeśli np. płyniemy na jachcie 10-cio osobowym. Układ wacht wygląda tak: Kapitan – nie bierze udziału w wachtach 1 oficer + 2 załogantów = I wachta 2 oficer + 2 załogantów = II wachta 3 oficer + 2 załogantów = III wachta Pozwala to na rozplanowanie całej doby systemem wachtowym tak, żeby przez cały czas jakaś wachta była na pokładzie i mogła prowadzić jacht. O systemie wachtowym, sposobach na jego podział itp. opowiem innym razem. W tym miejscu chcę jedynie pokazać, że bez najmniejszego problemu jacht może płynąć 24 godziny na dobę i to bezpiecznie, ponieważ cały czas jest nadzorowany i prowadzony.

Nie tylko wytrawne wilki morskie pływają po wodach zimnych

Czy zatem żeglarstwo zimnowodne jest jedynie dla zaprawionych wilków morskich?  Absolutnie nie! Jest ono dla każdego, nawet kogoś, kto do tej pory nie miał z żeglarstwem w ogóle do czynienia. To prawda, potwierdzona przez wiele rejsów, które miałem przyjemność prowadzić. Nie raz na Bałtyku np. miałem w załodze osoby, które zaczynały przygodę z żeglarstwem w ogóle, a nie tylko z żeglarstwem morskim. Miewałem nawet młodych – niepełnoletnich załogantów / załogantki, którzy radzili sobie świetnie! Podczas tych rejsów mieliśmy nieraz sztormy – 9B, bujało, lało a oni (pewnie myśląc, że to jest normalne i inaczej się nie da – no bo skąd mieli mieć porównanie?) byli zachwyceni, bardzo dobrze wspominali i wracali na morze nie raz.

Hej me Bałtyckie Morze

Osobiście bardzo lubię żeglarstwo zimnowodne. Ciężko stwierdzić czy bardziej, czy mniej niż ciepłowodne (o ciepłowodnym pisałem tutaj), ale to pierwsze na pewno daje mi znacznie więcej satysfakcji. Często mówię, że płynę na Bałtyk się „odchamić”, czyli przypomnieć sobie starą dobrą szkołę żeglarstw morskiego. Morze Bałtyckie mnie wychowało, tu stawiałem swoje pierwsze morsko – żeglarskie kroki (o czym opowiadałem w wywiadzie dla cath.pl). Mam niesamowity sentyment do Bałtyku i ogromnie zachęcam do pływania właśnie po tym akwenie. Może nie znajdziemy tu uroków życia portowego (choć jak najbardziej możemy!) ale na pewno poznamy co to prawdziwe, tradycyjne żeglarstwo. A wy jak oceniacie żeglowanie po wodach zimnych?  Czy to tylko fanaberia wariatów, którzy szukają jak sobie życie utrudnić, czy może sposób na sprawdzian dla swojej osobowości? Piszcie co o tym sądzicie w komentarzach. Trzymajcie się! ✉️ Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera. 🎥 Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie. ☕ Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Katarzyna pisze:

    Oj gdyby to nie budziło we mnie takiej grozy … Orała bym !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *